Skądkolwiek one — coś dały ochłody?

Nie dla mnie rozkosz takiego widoku!

Ni miasto, bogów świątynie i grody!

Bom ja najwyższą w Tebach dzierżąc chwałę,

Sam ich się zbawił, gdym miótł złorzeczenia,

By wygnać zbrodnię i bogów zakałę,

Choćby z Lajosa była pokolenia.

Czyżbym ja zdołał takie hańby znamię

Dźwigając, podnieść ku dzieciom me czoło?

O nie! lecz raczej podniósłbym me ramię