Na słuch i ten bym zmiażdżył, by wokoło

Szczelnie odgrodzić nieszczęsne me ciało,

Aby i ucho odtąd nie słyszało;

I tak pozbawion i wzroku i słuchu,

Może bym wytchnął w nieświadomym duchu.

Czemuś mnie przyjął, szczycie Kiterona,

Czemuś nie zabił, by wśród twych pasterzy

Wieść gdzieś zamarła, z jakiego ja łona!

Polybie! moja rzekoma macierzy,

Koryncie! czemuż dla złego osłony