— Tego nie powiedziałem. Są dla mnie bardzo mili. Kto pani powiedział, że nie...
— Nikt nie musiał mi tego mówić. Dlaczego miałby pan lubić Anglików? Gdybym była Egipcjanką, nienawidziłabym ich.
Piąstką uderzyła o kamień.
Said powtórzył w głębi duszy: „Dlaczego miałbym lubić Anglików?”. Przyglądał się kępce mchu oderwanej od kamienia, o który się oparł. Było w nim kilka miękkich, czerwonych zagłębień i szarych, chropowatych porostów — wyglądały jak precyzyjnie wycięte gałązki; nigdy nie widział czegoś podobnego. Ale patrząc na mech, myślał o słowach: „Dlaczego miałby pan lubić Anglików?”. Lekko odwrócił głowę i pospiesznie zerknął na dziewczynę. Wyglądała na bardzo mądrą i bardzo przekonaną o swojej racji. Podobał mu się ten inteligentny wygląd.
— Nie nienawidzę ich — odezwał się po sumiennym namyśle.
— Możliwe, ale na pewno wolałby pan, żeby opuścili Egipt. To przecież oczywiste.
Said ben Ali milczał.
— Ale mieliśmy rozmawiać o Egipcie, nie o Anglii — skwitowała Stina Brenner i przysunęła się do Saida ben Alego, żeby pokazać mu książkę, którą trzymała w dłoni.
— Widzi pan, to książka o Egipcie. Czytam wszystko, co mi wpadnie w ręce, żeby przygotować się do podróży. Jest po szwedzku, więc jej pan nie zrozumie. Ale proszę spojrzeć na mapę; która droga morska jest najkrótsza? I czy to trudna przeprawa?
— Nie wiem, którędy jest najszybciej, sam dotarłem do Anglii drogą morską. Morze Śródziemne24 nie jest groźne, ale Zatoka Biskajska25 jest ciężka. Myślałem, że zginiemy.