Skinęła mu głową na pożegnanie, a jej biała sukienka zniknęła między drzewami.

Kilka godzin później, idąc do Vänhemu, Said ben Ali spotkał na skraju lasu pana Halla, szwedzkiego Amerykanina, z którym parę razy rozmawiał i który sporo mu objaśnił na temat szwedzkich obyczajów.

Ruszyli razem. Said ben Ali zapytał pana Halla, czy ten wie coś na temat zarobków szwedzkich nauczycieli w szkołach ludowych.

— Muszą być bardzo bogaci — wyznał naiwnie. — U nas nauczyciele są bardzo biedni.

Pan Hall oznajmił, że także szwedzcy nauczyciele miewają trudną sytuację.

— To może nauczycielki zarabiają lepiej niż nauczyciele? — dopytywał Egipcjanin.

— Przeciwnie. Skąd taki pomysł?

— Cóż mogę o tym wiedzieć? Pytam dlatego, że jedna z nich zamierza zimą wyruszyć do Egiptu, rozmawiała ze mną o tym. A ja chciałem jej uświadomić, że taka podróż jest bardzo kosztowna. Więc gdy teraz pan mówi, że szwedzcy nauczyciele nie są bogaci, muszę ją ostrzec.

— Pewnie chodzi o pannę Brenner. O nią proszę się nie martwić. Jest bogata, bardzo bogata. Dzieli z bratem wielki majątek pod Sztokholmem. To bardzo zamożna rodzina. A panna Brenner nie jest nauczycielką. Domyślam się, że uczy się rzemiosła, by potem przekazać wiedzę służbie. Stać ją na podróż do Egiptu, panie ben Ali.

— Bardzo się cieszę — odparł Said ben Ali. — Szkoda, gdyby nie zobaczyła Egiptu. Bardzo się cieszę.