— Ale niebawem znów się spotkamy, panie ben Ali. Przyjadę do pana do Kairu. Przecież obiecał mi pan pokazać szkołę, przedstawić swojej rodzinie i poczęstować prawdziwą egipską kolacją.

Nie potrafił odpowiedzieć. I jak zawsze, gdy był wzburzony, odwrócił się na pięcie i odszedł.

Stina zbiegła ze wzgórza na cypel, gdzie zasypano ją pytaniami, czy to prawda, że pan ben Ali wyjeżdża, jak i kiedy, i dlaczego. Wszyscy byli zrozpaczeni, że to właśnie Egipcjanin musi wyjechać, nie chcieli się z nim rozstawać. Był ulubieńcem wszystkich podczas sto dwudziestego piątego kursu w Nääs.

VI

W kraju jasnych letnich nocy księżyc świeci inaczej niż gdziekolwiek na świecie. Tam, gdzie w kraju jasnych letnich nocy znajduje się śniące jezioro, nad którego jedną połową słońce zachodzi płomienną czerwienią, a nad drugą okrągły, łagodny księżyc rozświetla mgły nad taflą i zacierające się w oddali góry, tam jego blask jest bardziej czarujący niż w innych miejscach. A najurokliwszy jest tam, gdzie w kraju jasnych letnich nocy, nad okrytym mgłami jeziorem znajduje się wielki park, pełen starych drzew — księżycowa poświata wdziera się w gąszcz, by wszystko posrebrzyć, także mroczne cienie rzucane przez drzewa.

W Egipcie księżyc wygląda inaczej niż w kraju jasnych letnich nocy — już w chwili, gdy pokazuje się ostry sierp nad brzegiem pustyni albo nad błękitnymi wodami Nilu. Tkwi na ciemnym, bezchmurnym niebie z migoczącą gwiazdą pod sobą, a ten, kto go tak zobaczy, wraz rozumie, dlaczego półksiężyc i gwiazda są znakami Orientu.

Księżyc na Wschodzie blaknie, jak gdyby jego przenikliwa, połyskująca, stalowo-niebieska ostrość zaciemniała się, im wyżej wschodzi pomiędzy miriady53 rozmigotanych gwiazd na bezchmurnym granatowym niebie. Dlatego Egipt jest krainą nowiu, a nie pełni. Pełnia należy bowiem do kraju jasnych letnich nocy.

Said ben Ali długo czekał na Stinę Brenner. Siedział na werandzie Vänhemu, spoglądając na błękitne niebo, usiane maleńkimi bladymi gwiazdami. Jasny księżyc rzucał snopy światła, które wdzierało się w każdy zakątek tak, że brzozy otaczające budynek zdawały się bielsze niż za dnia, a zamek na wzgórzu po drugiej stronie jeziora wyglądał jak zbudowany z oślepiającego marmuru.

Przez dłuższą chwilę Said ben Ali spoglądał w dal; gdy spuścił wzrok, w księżycowym blasku między drzewami zobaczył zbliżającą się Stinę Brenner.

— Chodźmy, panno Brenner — rzucił niecierpliwie i zaraz zaniepokoił się, że złamał jakąś europejską regułę grzecznościową, więc dodał poprawnym tonem angielskim: — To znaczy, jeśli ma pani ochotę.