Odpowiedź przyszła natychmiast, wymówiona zdecydowanym tonem.

— Może pani mówić, co chce, panno Brenner. Nie ożenię się z kuzynką. Nie ożenię się z żadną kobietą z Egiptu. Wierzę, że Bóg chce, bym ożenił się z Europejką. Postanowiłem, że tak właśnie zrobię.

Popatrzyła na niego zaskoczona i wybuchła:

— Tak nie można, panie ben Ali! Co powie pańska rodzina? Dlaczego miałby pan to zrobić? To niewłaściwe.

— Owszem, panno Brenner, to jak najbardziej właściwe. Muszę pokazać moim ludziom, kim może być kobieta i jaka powinna być. Kazania nie pomogą Egipcjanom; nigdy tego nie rozumiałem, choć powtarzano mi to setki razy. Egipcjanin rozumie to, co widzi.

— Przecież codziennie widujecie Angielki.

Said ben Ali potrząsnął głową.

— To Angielki, wszystkie inne także są obce. O nie Egipcjanie nie pytają. Ale gdy zobaczą egipski dom takim, jakim powinien być, ale jakiego nie mamy, to zrozumieją, że musimy wychować nasze kobiety na ludzi. Wspólnie z kobietą nauczymy ich dostrzegać te wartości — to ostatnie powiedział ze swym najpiękniejszym uśmiechem. — Mogłaby pozostać chrześcijanką, gdyby nadal chciała nią być, nawet po zapoznaniu się z naszą wiarą. Choć raczej nie umiałaby się jej oprzeć.

Kiedy Stina Brenner wykonała bezwiedny ruch, dodał:

— Nikt by jej nie zmuszał. Ja bym jej nie zmuszał. Spisałbym umowę, w której przyrzekam, że nigdy nie wezmę innej kobiety na żonę. Choć oczywiście muszę pomówić o tym z ojcem i braćmi. To mój obowiązek.