— Nigdy się nie zgodzą — wykrzyknęła energicznie.
— Tak pani myśli? — zapytał w zadumie. — Racja, to możliwe, ale nawet jeśli nie byłoby to moim obowiązkiem, chciałbym z nimi porozmawiać. Nie mógłbym dalej mieszkać z rodziną, jak mamy w Egipcie w zwyczaju, gdybym ożenił się z Europejką. Na nic by się to nie zdało. Mój rodzinny dom nigdy nie byłby dla niej domem. Nie da się ich przekonać, będą bardzo zasmuceni, zezłoszczą się na mnie. Ale skoro taka jest wola boska! Nie chodzi mi o to, żeby wszyscy Egipcjanie żenili się z Europejkami, tylko, żeby zechcieli, by nasze — cofnął ostatnie słowo — ich kobiety były takie jak ta, którą im pokażę. Wszystkie kobiety by się takie stały, gdyby mężczyźni chcieli je takimi — dodał z przekonaniem.
Stina nie była tego taka pewna, ale nie sprzeciwiała się. Za to z żarliwością, tak, że aż głos jej zadrżał, powiedziała:
— Ależ, panie ben Ali. Czy nie pomyślał pan o swojej kuzynce?
— Owszem, pomyślałem. Inny z jej kuzynów może się z nią ożenić — odparł spokojnie.
Na długą chwilę zapanowała cisza.
W końcu Said ben Ali odezwał się uroczyście:
— To właśnie chciałem pani powiedzieć, panno Brenner, zanim się rozstaniemy i zanim spotkamy się w Egipcie.
Wstał z ławki. Jego głos i cała postawa wyrażały jego myśli — że teraz powiedział jej to, co konieczne, mianowicie, co postanowił i co zamierza zrobić. Uważał, że wszystko już zdecydowane, oczywiście poza tym, że musi poczekać na aprobatę ojca i braci.
Stina Brenner nie oburzyła się na orientalistyczną mentalność, zdziwiła się tylko, że on do tego stopnia jest wierny. Jasne dla niej było, że Said ben Ali wyobrażał sobie, iż właśnie oświadczył się według europejskiego zwyczaju. W tym naiwnym wschodnim przekonaniu była dziecinnie nieświadoma ironia — wystarczy, że mężczyzna wyrazi swą wolę i nie musi pytać kobiety o zgodę, wyraził to przecież egipski apostoł kobiecej emancypacji, zesłany przez Boga. Stina Brenner nie mogła powstrzymać uśmiechu. Lecz jednocześnie była zrozpaczona, że tego nie przewidziała. Była zauroczona Saidem ben Alim, jak jest się zauroczonym ślicznym obcym dzieckiem o bogatych predyspozycjach i silnych przekonaniach, jak się jest zachwyconym jego fantazyjną naturą, właśnie dlatego, że to obce dziecko, za którego wychowanie nie jest się odpowiedzialnym, lecz można podziwiać jego wzruszającą postać, jak podziwia się barwy egzotycznych ptaków albo zapach pięknych kwiatów. Między uczuciami, jakimi darzyła Saida ben Alego, a decyzją, by go poślubić, była olbrzymia przepaść.