Zdziwił się jej przydługim milczeniem. Czyżby nie zrozumiała, że to ją ma na myśli? Ze wzrokiem płonącym miłością i najłagodniejszym tonem, powiedział teraz:
— Chyba pani rozumie, panno Brenner, dlaczego mówię do pani?
Było to wyraźne pytanie. Wiedziała, że musi na nie odpowiedzieć.
— Tak, wiem, dlaczego mi to pan mówi mnie i nikomu innemu. To dlatego, że byliśmy tak dobrymi przyjaciółmi, panie ben Ali. Bardzo dobrymi przyjaciółmi. Ale nie mogę za pana wyjść.
— Czyżby pani brat obiecał pani rękę innemu? — spytał uroczyście.
— Nie.
— To dlaczego nie może pani za mnie wyjść, skoro nie jest pani przyrzeczona innemu mężczyźnie? Nie musi pani wyrzekać się wiary chrześcijańskiej, jeśli pani nie chce. Już to mówiłem. I nigdy nie wezmę innej żony poza panią.
— Tak, wiem. Ale nie mogę pana poślubić.
— Nie rozumiem — rzekł zamyślony. — Czas ucieka, muszę wiedzieć, skąd taka odpowiedź. Dlaczego nie może pani za mnie wyjść?
— Dlatego, że nie kocham pana tak, jak chcę kochać przyszłego męża.