— I jeszcze coś. Ach tak, jeszcze... — przewracał kartki, by ukryć fakt, że trzęsą mu się dłonie. — Chciałem pani podziękować za życzliwość. A gdy przybędzie pani do Egiptu, gdy pani przybędzie do Egiptu... Nie, nie mogę. Nigdy nie zapomnę — zawahał się na moment — nigdy nie zapomną Nääs. Do zobaczenia, panno Brenner!
— Do zobaczenia, panie ben Ali, i ja będę pana pamiętać — rzekła serdecznie.
— Dziękuję.
— Panie ben Ali, panie ben Ali, statek!
Pobiegł na pomost, oburącz chwycił dłoń dyrektor i mocno ją uścisnął. Jego łagodny, głęboko wzruszony głos drżał.
— Dziękuję, dziękuję! Wszystko, czego nauczyłem się w Nääs, przyniesie korzyść mojemu krajowi i ludziom, w ten czy inny sposób, o ile Bóg pozwoli mi przeżyć.
Mały parowiec sunął powoli po gładkiej tafli jeziora. Chór zaintonował: „O dawna, o zdrowa, górzysta Północy!”57.
Już złożono komin pod mostem; dysząc i sapiąc, statek przepłynął pod środkowym łukiem i wreszcie zacumował.
— Żegnajcie, żegnajcie wszyscy — wołał Said ben Ali i pospiesznie wszedł na pokład.
Panowie Brown i Morris oraz panna Karlson wsiedli razem z nim, wołano: