— Nic się nie zmieniło, panno Brenner. Yussuf mówi, że bardzo lubi chrześcijańską damę.
Stina cieszyła się, że może zająć się Yussufem. Said ben Ali miał wokół siebie rój młodszych kuzynów. Ewidentnie wypytywali o gości, widać to było po ich gorliwych, ciekawskich spojrzeniach. Stina domyśliła się, że stara się utrzymać ich zainteresowanie w surowych, pedagogicznie europejskich granicach. Dobrze było Saidowi ben Alemu w otoczeniu tej młodej, adorującej go, gromady — Stina nie mogła oderwać od niego oczu. Należało jednak podtrzymać konwersację z trzema paniami na otomanie, a Agnes wyglądała na osowiałą i śpiącą. Stina nie mogła na nią liczyć, dlatego sama zagadnęła:
— Panie ben Ali, proszę opowiedzieć matce, ciotce i kuzynce, że jeździłyśmy na wielbłądach pod Asuanem i spytać je w naszym imieniu, czy one często jeżdżą na wielbłądach.
Tak też uczynił; po odpowiedzi matki potrząsnął głową.
— Matka mówi, że żadna z nich nigdy nie siedziała na wielbłądzie. Na wielbłądach jeżdżą wyłącznie biedacy.
— I obcokrajowcy. Szkoda, że ich nie widziała przy Mena House106 — wtrąciła Agnes, starając się ukryć ziewnięcie.
— Ona nic o nich nie wie.
Zajęta Yussufem Stina poczuła, jak siedząca tuż przy niej Sultana lekko dotknęła jej sukienki. Uśmiechnęła się do niej, ale gdy Sultana zorientowała się, że ją nakryto, szybko cofnęła dłoń i zrobiła przerażoną minę.
Stina zwróciła się do Saida:
— Proszę powiedzieć kuzynce, że nie ubrałam się w elegancką sukienkę. To pańska wina, bo nie dał nam pan czasu na przygotowanie się do egipskiej kolacji.