Znów nastąpiła długa cisza. Stina usłyszała w głowie ironiczny okrzyk sir Pembroke’a: „Proszę się przygotować na niespodzianki, panno Brenner”.
Czy to ta niespodzianka, na którą miała się przygotować? Poczuła nieskończone upokorzenie, że ona, tak dumna ze swej mądrości, była taka ślepa. Że miłość...
Usłyszała głos Agnes:
— Wejdę już, Stino. Jestem tak potwornie spragniona. Dobranoc, panie ben Ali, dziękuję za całą pańską życzliwość. Żegnam i dziękuję!
— Dobranoc, pani Brenner, żegnam. Życzę pani dobrej podróży.
Teraz zwrócił się do Stiny, by i z nią się pożegnać.
Stina odwróciła się, Agnes już zniknęła za bramą do ogrodu. Zostali sami w wielkiej ciszy nocy, oświetleni blaskiem gwiazd i bladym sierpem księżyca.
— Panie ben Ali — odezwała się Stina cichym, pospiesznym głosem. — Proszę powiedzieć mi jedną rzeczy. Czy ożenił się pan z kuzynką, ponieważ sądził pan, że tak chciał Bóg?
Jego odpowiedź była prosta i poważna.
— Wiedziałem, że Bóg tego chce, gdy zrozumiałem, że nie chce, bym ożenił się z panią.