Patrzyła na niego z tą samą powagą co on na nią; wiedziała, że on nie ma pojęcia, co ona myśli i czuje. Rzekła więc:
— Życzę panu, Saidzie ben Ali, by w kwestii pańskiego kraju był pan równie pewny, czego chce Bóg, jak wiedział pan o tym w odniesieniu do własnego losu.
Źle zrozumiał powagę w jej głosie i łzy w oczach.
— Dziękuję, panno Brenner! Wiem, że życzy pani Egiptowi szczęścia. Wiem, że kocha pani Egipt i że była pani tu szczęśliwa, jak i ja kocham pani kraj i byłem w nim szczęśliwy.
Podał jej rękę.
— Żegnam panią, panno Brenner, proszę pozdrowić Nääs!
Przez chwilę trzymała jego dłoń w swojej i patrzyła mu głęboko w oczy.
„Cóż my wiemy o sobie nawzajem?”, pomyślała. „Czy kiedykolwiek go rozumiałam i czy on mnie rozumiał? Być może dla obojga najlepszym rozwiązaniem jest, że pojął, iż Bóg chce tak, a nie inaczej, i tak zrobił. Być może nie rozumiałam tego, bo...”.
Powoli puściła jego dłoń. Czekała, aż odejdzie.
Kiedy znów podniosła głowę, jej oczy były tak pełne łez, że już nie widziała błyszczącego księżyca ani migoczących gwiazd na granatowym, bezchmurnym niebie Egiptu.