Nie tak łatwo było nam przekonać Żemczużnikowa, że trzeba się ukryć. Parę godzin czasu zabrało strzyżenie się, przebranie, manewrowanie po mieście dorożką z walizkami. Wreszcie, umieściwszy przyjaciół w hotelu, zostałem sam.
Pieniądze nadeszły na drugi dzień telegraficznym przekazem.
Z bólem myślałem o tym, jak tłumaczy sobie ojciec to moje nieustanne szturmowanie o pieniądze.
W nocy tegoż samego dnia Jaszka i Żemczużnikow jechali już w stronę Wierzbołowa.
Wróciłem do domu zmęczony. Po raz drugi odczytałem przesłany mi przez Brenneisena zeszyt, coś w rodzaju jego pamiętnika.
Nagle zadzwoniono u wejścia; dzwoniono od razu z frontu i do kuchennych drzwi mojej gospodyni.
Zapaliłem świecę i w tej samej chwili drzwi od mojego pokoiku zostały wyrwane raczej z zawias niż otwarte.
Dwóch żandarmów schwyciło mnie za ręce.
Niewidzialny oficer komenderował z korytarza.
Wreszcie wszedł wysoki mężczyzna o czerwonej twarzy i wielkich bakenbardach309.