— Krzesełko podać wielmożnemu panu — rozkazał pan cywilny.
Ceremonia była skończona.
— Do cyrkułu tymczasem — mówił cywilny pan — ja tymczasem skoczę z raportem.
Wsadzono mnie do dorożki. Razem ze mną wsiadł komisarz i jeden żandarm. Drugi żandarm siedział na koźle.
— I to jest pański stryj, ekscelencja? — pytał komisarz.
— Mąż mojej ciotki — rzekłem.
— Chyba że tak — pocieszył się.
W cyrkule wprowadzono mnie do jakiegoś pokoju, który musiał służyć za archiwum, tak cuchnęło w nim kurzem i zbutwiałym papierem. Zamknięto drzwi na klucz i pozostawiono mnie samego.
Położyłem się na kanapce i usiłowałem drzemać. Musiało być koło trzeciej w nocy.
Obudził mnie jakiś szmer.