Twarz jego nie poruszyła się.

Zapytałem się go, czy moja obecność nie jest może mu na rękę, wspomniałem o niebezpieczeństwach.

Wzruszył ramionami.

— Głupiś — rzekł krótko. — Siedź sobie i ostań. Tu cię pewno szukać nie przyjdą. Sebastopolski324 żołnierz jestem — mówił — i brałem pałki. Medale ich dwa czy trzy mam i krzyż zasługi. W lazarecie325 całował mnie brat cesarski w twarz.

— Nie wiedziałem o tym, że służył pan.

— Z kantonistów326 ja — mówił stary — cara Mikołaja. Po trzydziestym pierwszym roku z bratem my wzięci byliśmy dziećmi. Brat zmarzł i rzucono go w śnieg pod Pskowem. Jam przeżył. Pałkami mnie bito — nie byle jak. Życie jakoś pozostało i żyje sobie człowiek, żyje.

Pytałem, czy nie tęskni do Polski.

Wzruszył ramionami.

— Byłem — rzekł — w sześćdziesiątym trzecim roku byłem. W partii327 byłem pod Sierakowskim328, potem sam chodziłem z partią. Potem wróciłem tu; myślałem: zwiedzą się — kulą w łeb, a nie zwiedzą się...

Nic się nie zwiedzieli. Po emeryturę ja przyszedłem, patrzy się piszczyk329 w ślepia i pyta: