„A cóż to pięć miesięcy wcale nie zachodził?”

„Jak to nie zachodził? — mówię. — Zachodziłem i pieniądze brałem”.

I patrzę mu w oczy, i nie mrugnę.

„To kwity się musiały gdzieś zapodziać — powiada — ale kiedy braliście, to i nowe kwity wydać możecie”.

„I nowe kwity wydać mogę” — mówię.

I tak się skończyło. A do Polski to ja już nie wrócę. Bagnet ja w partii pod nogi rzuciłem, kiedy mi chłopa wieszać kazali — w Łomżyńskiem było.

„Szpieg był” — mówią.

Mnie samego dość pałkami bili: pańskość całkiem ze mnie wytłukli.

„Nie powieszę — mówię — i dostępu nie dam”.

„Zdrajca on! — krzykną na mnie. — Ojczyznę, naród zdradza”.