„A jego to ojczyzna i naród ten mało razy zdradzali? Jaka to jemu ojczyzna? Co miał on? Pański kańczug i pańską łaskę, gdy córkę miał ładną. Jemu wy, wasza ojczyzna i car — wszystko jedno. Jak wyście z nim mówili, wam co był on? Wyście jego w d... bili? No, to on teraz i ma was w d...”
Oficer mnie wtedy szablą po głowie ciął, żem na placu bez życia został.
Chłopi później podnieśli mnie i ocucili, tamtego zaś powiesili taki330. I w tejże wsi ja później partię zebrałem. No, i strzelaliśmy Moskali po tych łomżyńskich bagnach a myszynieckich puszczach. Nazywali mnie w partii: Widły. I pod sąd mnie pod tym nazwiskiem rząd narodowy oddał i za zbója uznał.
A taki oto był mój rozbój.
Był tam niedaleko od Myszyńca folwark; i pan tam mieszkał młody. Prawdziwy szlachcic. Partiom on podobno różne oddawał usługi. Tylko raz nocujemy my we wsi, aż tu wali mi się do nóg baba. Córkę, powiada, jej na pokojówkę zgodził. U siebie trzyma. Dziewczyna jak łania piękna, spodobała się panu.
Mówię:
„Jeżeli po dobrej woli ona tam, przeszkadzać nie będę”.
Idziemy my przed folwark.
Pan przyjmuje: stoły zastawia. Nie boi się nic.
„Tak, to tak — mówię — a gdzie jest Zuzia?”