„Oto będę tobie swat, a to drużbowie, a ślub da choćby sam olszański ksiądz”.
A on mi tylko jedno krótkie słowo powiedział.
Wtedy ja nad nim ustanowił sąd.
Siedli za stołem nasze chłopy. On — nie będę przeczył — odważny był:
„Chamy wy — mówił — od wieków wy jałówki pańskie w posagu bierzecie”.
Tedy my jemu ogłosili wyrok.
Pod stodołą postawili: i pal!
Na próżno się Zuzia czepiała naszych rąk.
„No, a teraz — mówię — chłopcy, do Olszanki”.
Pojechaliśmy pod plebanię. Zuzię wzięliśmy na wóz.