— Wrócisz? — zapytał stary.
Popatrzyłem mu w oczy. Stary pokręcił głową.
— Kto was tam wie, kto was tam wie! Fantazja w was pańska. Ale jeżeli ty o śmierdzącym, czarnym człowieku zapomnisz, o tym, co jak bydlę mrze, to niech ci będzie wstyd, żeś ty mnie starego na próżno ucieszył. Nie wierzyłem ja wam nigdy — polska szlachta. Duszę wyście mi całkiem wyjedli i zżarli. W sześćdziesiątym trzecim właśnie roku.
Ja do nóg padałem różnym panom.
Krzyknąć na całą ziemię: chłopi, imać332 się ziemi, ziemię brać, a potem nie dać sobie wyrwać.
Oni się byliby i Murawjewa nie zlękli.
Stary pobladł. Wzrok jego stał się ostry i kłuł jak widły.
— Mnie sam jenerał wtedy, pan Mierosławski Ludwik, do Rosji posłać chciał:
„Tam — powiada — niech oni noże ostrzą. Niechaj się rząd ze swoimi mużykami333 zatrudni”.
I powiedziałem ja wtedy temu panu prosto w twarz: