Później on zmienił zdanie.
— Dobrze. To ich nawet przestraszy.
Mnie to nie obchodzi, robię, jak chcę i co chcę.
Nieczajew jest silny człowiek, ale on sam siebie oddał sprawie. On ma boga. Ten bóg mieszka w nim i jest nienawiść. Nie trzeba mieć nigdy boga. Nawet takiego, co w nas mieszka. Trzeba być zawsze ja.
Teraz już wiem, że wszystko będzie skończone, i przygotowałem wszystko.
Jestem w tej chwili bardzo szczęśliwy i wiem na pewno, że nie zależę od niczego.
Ręka mi nie zadrży i broń mam dobrą, będę strzelał tak, aby rana była koniecznie śmiertelna.
Nieczajew nazywa to wszystko arystokratyzmem, powiedziałem mu:
— Nie wolno gardzić człowiekiem. Gdybym nie uczynił tego, musiałbym sobą gardzić.
Nieczajew w gruncie rzeczy ludźmi gardzi. Nie wolno nigdy postępować niżej, niż się jest. Nie wolno, bo to znaczy służyć czemuś, co nie jest ja i co zostało już przez nasze ja pogrzebane.