— Święci nie każdego dnia się rodzą — odpowiedział stary ksiądz.
— Nie macie wiary i nie macie świętości... Pokłoń się ludowi i powiedz, żeś zbłądził, przyznaj, że nie ma u was wiary.
— Oo... teraz niełatwo się wykręcić.
— Opowiada się o cudach w Palestynie.
— Tu zrób cud!
— Bracia! — rzekł Aldy. — Odwróćcie się od domu umarłych. Tu nikt nie mieszka. Tu mieszka fałsz i obłuda. Tu mieszka pustka i kłamstwo. Przekonaliście się, że ludzie ci nie wierzą sami w to, co mówią.
— Wierzę! — krzyknął głos młody i namiętny.
Młody ksiądz z energiczną twarzą i o płonących oczach stał obok starca.
— Dowiedź mi swej wiary — rzekł Aldy. — Pójdź do szpitala i uzdrów dzieci.
— Nie — rzekł ksiądz — Bóg przeklął was i wasze dzieci, niewierne plemię. Klątwa boża nad wami. Gniew boży dotyka nawet pasterzów waszych. Zgnilizna jest w was i pada na dusze. Do kościoła i na kolana błagać Pana!