— Pan nasz powiedział: „Rzucisz dom twój i matkę twoją...”368 — zaczął z namaszczeniem.
— Sama cię rzucę, mam cię gdzieś! — wołała stara, popierając słowa demonstracją ad oculos369.
Ale nie był to koniec przygód.
W drzwiach seminarium stawiał rozpaczliwy opór młody człowiek w świeckim ubraniu, niesłychanej siły i brzydoty. Dodawał on sobie otuchy okrzykami w jakimś narzeczu, którego nikt nie rozumiał.
— To jest nawrócony Chińczyk! — wołały kobiety.
— To jest tresowany diabeł — śmiały się inne, te, które były dalej, gdyż tresowany czy nietresowany obrońca wiary nie żartował.
— Swołocz — wykrzykiwał on — swiataja wiera, bożji ugodniki, poszli, swołocz!370
— Oszalał bałwan! — krzyknęła Katia po rosyjsku. — Koruta, ośle jeden, czego ty bronisz tych łotrów, oni dzieci gwałcili!
Koruta — on to był we własnej osobie — usłyszawszy rosyjski język i własne nazwisko, zgłupiał i stał przez chwilę z roztworzonymi ustami i osłupiałym wzrokiem.
— No, bijże tych łajdaków — krzyczała Katia. — Słyszysz przecież, dziewczynki gwałcili!