— Co się dzieje? — wołali oni do nas. — Dlaczegóżeście nie przyszli?

— Jak to? — zdziwił się Bołchowski.

— Ehrlich przecież mówił, że zmieniono marszrutę.

Spojrzeliśmy na siebie. Robotnik nie kłamał.

— Chodźmy do Ehrlicha.

Nie chciano nas wpuścić, ale mój towarzysz z szwajcarską pogardą dla dobrego tonu usunął panią domu z drogi jak lalkę i wszedł do gabinetu.

— Co to znaczy? — rzekł do Ehrlicha.

Ten dobył od razu najbardziej uroczystego tonu:

— Oszczędzam drogą krew proletariatu.

— Proletariat nie prosił pana, aby pan go cenił miarą własnego tchórzostwa.