Było to najczęściej w noce, kiedy szumiało morze.
Wtedy otulało mnie tchnienie wiatru w miękkie skrzydła. Zapominałem.
Zapominałem, kim byłem i czym byłem. Myśl wysnuwała dziwnie szybkie wnioski.
W tobie tylko jest ten cały martwy świat, patrz i słuchaj: nie wyjdziesz poza granice twego zmęczonego mózgu.
A naokoło niego jest to, co jest, i uderza weń tysiącami fal i drżeń.
I wtedy współczułem tej wielkiej, potężnej istocie
W takiej chwili i rodził się we mnie żal po Katii.
Zrozumiałem, że tam zginęła na bruku nie tylko szlachetna, mężna, śmiała dusza, lecz i ta rzecz cudowna, niepojęta — szczęście moje.
O jakże pragnąłem teraz szczęścia! Jakże pragnąłem życia bez rwania się poza chwilę obecną, bez żalu i rozdarcia wewnętrznego!
Przypomniałem sobie wszystko, o czym nie myślałem nigdy.