Świat wesołości, świat kwiatów i śpiewu śnił mi się w krótkich, rozpaczliwych błyskawicach gryzącego żalu.

Wtedy podnosiłem się i przysięgałem.

Przysięgałem swemu jedynemu życiu, które zginie, że nie będę myśleć o niczym prócz szczęścia.

Przysięgałem sercu spragnionemu kobiecej łagodności, że zabiję pamięć i dam mu wesele.

Przysięgałem ustom, że będą całowały, że będą piły życie z ust nietkniętych.

Przysięgałem im, że błądzić będą wśród pachnących włosów.

Marzyłem, że odejdę stąd precz i pójdę w jakikolwiek nieznany kraj.

Tam będę wszystkiemu obcy, nie będę o niczym myślał prócz o tym jednym: być szczęśliwym.

Miałem przecież w sobie beztroskliwość niemającego nic do stracenia nędzarza.

Niechaj przyjdzie śmierć, ale w miękkich kobiecych ramionach.