Jego nie rozumie tu nikt.

Nikt nie rozumie, że on nie mówi starych mogilnych słów i ginie.

Nikt nie rozumie go, który się tuła po krwawej, twardej ziemi, który jest sam bez gwiazd, bez Opatrzności.

Kaplice mija, w których lampy płoną dzień i noc. On tu jest obcy.

Nigdzie na ziemi nie ma zgotowanego domu.

Niczego nie wspomina.

Na sztandarze jego płoną słowa, które jutrzejszy dzień dopiero odczyta.

On nie jest sługą żadnego Boga i żaden Bóg nie rozpościera nad nim swej chroniącej dłoni.

Sam jest pod tym chłodnym niebem opuszczenia.

O, gdyby spojrzał na mnie i zrozumiał!