Myśli moje szły za nim i szukały śladów.

Gdy przychodziły pisma i mówiły, że broczy znowu krwią pierś człowieka, że gdzieś rozległ się głos wołający o pomstę za na próżno lejące się łzy, że ręce czyjeś dźwigają sklepienia — ja wiedziałam: tam jest jego serce.

Stałam na ganku, kiedy on przyszedł.

Pierwszy raz byliśmy tu sami.

Wiatr zerwał się i niósł poprzez uliczkę szeleszczące liście.

Nie pamiętam jego pierwszych słów. Coś mówił on i coś ja mówiłam. Serce moje przeczuło, że on mnie słucha, że on słucha mojego głosu, co się łamie.

Szedł koło mnie i mówił.

Mówił o kobiecie, która padła na bruku płonącego miasta. Mówił krótkimi, stężałymi słowami.

Twarz jego była spokojna, ale ja czułam, że w jego duszy jest to samo, co we mnie.

Wrony przeleciały nad nami, kracząc.