Wstaję, idę do twojego łóżka — i powtarzam zimnymi ustami.

— Muszę.

I chodzę, tak tu chodzę po tych pustych pokojach.

Wyszłam w nocy do salonu — nie mogłam spać. Siedziałam tam w tym dużym pokoju, gdzie nikt nie mieszka i gdzie nikt nie będzie po mnie płakać. Drzwi otworzyły się cicho, wszedł stryj Oktawian ze świecą.

Chciałam wstać, ale on podszedł do mnie i długą chwilę patrzył mi w oczy.

— Czy już dziś?

— Co dziś? — spytałam.

— Czy już dziś chcesz iść do niego, Olu?

— On mówił?

— On nie mówił. Ja wiedziałem i wiem. Czy już dziś?