Zamknęłam list, który z drogi wyślę, tak jakbym rzuciła na trumnę kamień.
Stryj Oktawian już był i jeszcze przyjdzie, jemu oddam te kartki.
Położył mi na kolanach głowę i całował ręce — nie mówił nic, nie chciał powiedzieć, że mi za Michała dziękuje...
— A jeżeli, Olu, on ciebie zgubi...
Roześmiałam się.
— Będę z nim, będę sama.
On jeszcze raz wstał, dwa razy próbował coś mówić.
Nagle rzekł:
— Ty go proś, ty go proś, niech on się oszczędza.
I jeszcze raz pochylił głowę i podniósł oczy, swe mądre oczy: prosiły teraz o coś jak oczy dziecka...