Kupię sobie tę dziewczynę i będę ją miał.
W tej właśnie formie skrystalizowała się we mnie ta myśl. Czułem rozkosz w samym przeświadczeniu, że można kupić, mieć jak rzecz to młode, tajemnicze, kobiece ciało. Do mnie będą należały jej usta, jej piersi, cała drżąca, giętka postać.
Jednocześnie czułem podłość tego wszystkiego...
Wybiegłem z pokoju.
Miasteczko było małe i błotniste.
Na rynku przechadzało się kilku Żydów. Jeden z nich, spostrzegłszy nieznajomego, przystąpił z chytrą miną.
— Panu dobrodziejowi czego nie potrzeba...
Zaprzeczyłem.
— Może tytoniu?
— Nie.