Byłem znużony.
Obojętnie, sucho powiedziałem:
— Jeżeli się uda, rozstaniemy się.
I Taras, jak nazywaliśmy go, żachnął się:
— Wtedy właśnie zacznie się robota.
— Moja będzie tu — powiedziałem.
Wzruszył ramionami.
— Gdy się zwycięży tam, tu pójdzie wszystko samo przez się.
Nie miałem ochoty do sporów: dławiło nieznośne poczucie, że nie potrafiłbym może już pracować. Leżałem, na wpół drzemiąc.
Tur rozmawiał z Żelabowem.