— Nie dam się, nie dam się — zacinałem się w decyzji obrony. — Oli będę teraz potrzebny.
Starałem się iść, niezbyt przyspieszając kroku, nie spotykałem żadnej dorożki — wreszcie na przecznicy dostrzegłem tramwaj. Wskoczyłem, spostrzegłem jednak, że Aron wskoczył z drugiej strony, staliśmy na dwóch przeciwległych platformach. Czekałem sposobności. Nagle na trotuarze spostrzegłem Michajłowa. Byłem ocalony. Michajłow pomoże mi zgubić ślad. Zeskoczyłem, nie miałem czasu spostrzec, co się dzieje z Aronem. Dopędziłem Michajłowa i nie zatrzymując się, szepnąłem:
— Gonią mnie.
Michajłow jednym tchem rzekł:
— Wejdź pod numer siedemdziesiąt trzy — jest drugie wyjście. Wyjdziesz na Fontankę pod numer jedenaście. Tam też dwa wyjścia, w podwórzu cię spotkam.
W kilka minut wszystko było dokonane. Michajłow stał dziwnie blady. Kiedy spostrzegłem bladość tę, nogi zadrżały pode mną, serce czołgało się, niechaj nic nie mówi.
— Chodź — rzekł Michajłow.
Nie mówiłem mu, że byłem tam, ale widziałem, że patrzy na mnie z jakąś trwogą.
— Ocalał — powiedziałem.
— To już ostatni raz — rzekł Michajłow.