Śmierć otula człowieka skrzydłami.

Zamieniliśmy jeszcze kilka słów. Wołzski rozmawiał z drugą z pań.

Gdym podchodził, słyszałem, jak kobieta mówiła:

— Antygona jest dla mnie zbyt słodka. Grzebała brata i nie spostrzegła, że miał u boku miecz. A zresztą ja nie sądzę, żeby nam wystarczyć mógł naprawdę ten stary, tak niezastosowany do naszych miar świat. Jasność myśli i czucia pozostaną.

— Każde zjawisko jest tam w formie jakby ostatecznej — rzekł Wołzski.

— Same zjawiska są zbyt małe, powiedziałabym, nieme. I przeznaczenie ich jest dla nas inne. My wiemy już, że stworzymy sami swoje przeznaczenie, tylko stwarzamy je niby w śnie. Jestem przekonana, że nasz świat, ujrzany i uchwycony przez poetę z taką jasnością, z jaką widzieli greccy pisarze własną swoją, otaczającą ich rzeczywistość, stworzyłby dzieło wielokrotnie przerastające greckie arcydzieła znaczeniem i głębią.

— Nie widziała, że u boku ma miecz — mówił Wołzski — a może widziała pole zasiane trupami i nad nim milczenie śmierci i czuła bezpłodność miecza.

— Nastanie dzień, miecze przekują się w sochy649; jest dziś inny czas, gdy sochy trzeba i lemiesze650 na miecze kuć. Dopóki kosi krzywda ludzkie żywoty, piękny jest miecz, błyskawica krwawa w ręku człowieka.

— Cóż śmierć? — jeszcze raz powtarzał Wołzski. — Zostaje to samo.

— Nie, zostaje cisza jak po burzy, gdy przejdzie z piorunami — wspomnienie, że istotnie istnieje przez człowieka stworzone prawo, co strąca w nicość przemoc. Śmierć stworzona, wywołana przez poczucie sprawiedliwości, to wielka siła. Miecz jest także pługiem i śmierć siewbą651.