— Po śmierci — rzekł Pobiedonoscew.

— To wszystko mówi jednak pan tylko — rzekł Worobjew. — Pańskie zdanie.

— Nie — rzekł Pobiedonoscew — ja nic nie mówię. Ja słucham, Rosja mówi. I ona mówi: śmierć. W gruncie rzeczy oni to sami czują — Żelabow, Perowska — oni nawet, oni nie boją się śmierci.

— Tak — rzekł Worobjew — oni myślą to samo, co pan, tylko z innej strony.

— Gdybym nie wierzył w Boga — rzekł Pobiedonoscew — tak jak pan, byłbym z nimi.

— Ja wierzę w Boga — rzekł Worobjew słabym głosem.

— Pan wierzy tylko w siebie, nie w rozum, nie w człowieka, lecz w siebie, pan w gruncie rzeczy tylko siebie kocha.

Worobjew pochylił głowę:

— Nie rozumiemy się — rzekł.

— Tak — rzekł Pobiedonoscew. — Pan się bawi. Pan jest w gruncie rzeczy zbieg. Pan jest bardziej obcy Rosji niż Żelabow. Żelabow jest rosyjski zbrodniarz, pan jest całkiem sam. Pan chce sobie wybierać życie, choćby tylko w chmurach. Gdybym tam był dzisiaj, poszedłbym uścisnąć rękę narzeczonej Kibalczyca. Ona jedna była tam uczciwym człowiekiem. Tak...