— Pan nie ma prawa — rzekł Worobjew.

— Pan się obraża — rzekł Pobiedonoscew. — Ja pana nie chcę obrażać. Tylko trzeba stać na ziemi, na ziemi. Z ziemi prowadzi tylko ta jedna droga w gwiazdy, którą szedł Chrystus. Przez grób. A pan chce być świętym za życia, zmartwychwstańcem przed śmiercią.

Gospodyni usiłowała przerwać rozmowę.

— Czy sprawa już skończona?

— Cesarz już podpisał wyrok — rzekł Pobiedonoscew.

— To stało się za pańską sprawą — rzekł Worobjew. — Odpowie pan kiedyś przed Rosją.

Pobiedonoscew skinął głową:

— Oni to rozumieją: albo oni, albo ja. Ich szubienice albo moja.

I to jest jasne.

— Czy pan myśli, że się na tym skończy? — rzekł Worobjew. — Krew rodzi krew.