— Ja — rzekł piszczącym głosem — nie jestem. Leżę w trumnie. Nic dla siebie nie chcę. Niech Rosja...

— Nie mów pan, bo wypoliczkuję! — krzyknął Worobjew.

Panie rzuciły się pomiędzy nich.

— Komediant — syczał Pobiedonoscew.

— Słuchaj pan — rzekł Worobjew — chodźmy tam, do drugiego pokoju. Ciągnijmy losy. Kto wyciągnie.

— Ja nie jestem z powieści Lermontowa685 — rzekł Pobiedonoscew — mnie nie wolno...

— Cham — rzekł Worobjew; odwrócił się plecami.

— Niech pani pośle po lekarza — rzekł Pobiedonoscew i wyszedł.

Nagle wrócił i rzekł, stojąc w progu:

— Zrobił pan źle, bardzo źle. Pan wie, że ja nie mogę narażać się, że mnie nie wolno... Uderzył pan trupa.