Nie omylę się, jeżeli powiem, że po części sama Wiera patrzyła w ten sposób na sprawę, ona sama potępiała siebie za ten epikureizm i arystokratyzm duchowy.
Wmawiała w siebie, że tylko bezwiedne, ale mocno tkwiące w nerwach i naturze przesądy przeszkadzają jej być bezstronną i ocenić wartość Tichonowa.
— Gdyby on był tym samym, czym jest, a tylko miał nieco inne formy zachowania się — mówiła ona — gdyby nie wyniósł z życia tej szorstkości w głosie, w tonie, tej nieumiejętności zachowania spokoju i równowagi w dyskusji, tej niepewności siebie, która każe mu być wyzywającym i bezpośrednio potem wpadać w pokorę — być może pokochałabym go. Czy on jest winien, że praca, praca ciężka, pod grozą pięści ojca, majstra dokonywana, wyrobiła w nim tę rażącą mnie postawę, że głowa jego wyrasta jakby prosto z ramion i jest osadzona tak sztywnie, jak gdyby stanowiła jedną całość z resztą kadłuba? Dlaczego, gdy widzę w nim ten drobny rys budowy, ciśnie mi się do myśli wyraz „chamstwo”? Dlaczego odrażający jest dla mnie kształt jego paznokci, kolor brody, sposób stawiania nóg? Czy wszystko to nie jest dowodem, że kieruję się w stosunku do niego uprzedzeniem, że nie jestem względem niego uczciwa i szczera? Gdyby on nie miał tych cech, które są skutkiem jego pochodzenia i stosunków rodzinnych, skutkiem krzywdy, pod brzemieniem której wyrósł on — pokochałabym go i nie męczyłby się on, nie przechodziłby tych udręczeń, które zgięły jeszcze bardziej jego zgarbioną postać, odjęły resztę blasku jego oczom. On czuje się mniej człowiekiem przez to i wskutek tego, że ja jestem nazbyt panienką, że we mnie żyje dotąd laleczka salonowa. Jestem winna, że Tichonow stracił pewność siebie, czuje się wewnętrznie pomniejszony, zachwiany w swej godności ludzkiej.
Zresztą miłość? Wiera była naturą zbyt głęboką i czystą. Byłem przekonany, że jej surowa i mężna dusza zachowała niewinność dziecka pod każdym względem.
Miałem wyjechać za granicę.
Rząd rosyjski zwrócił się do jednego z naszych uwięzionych towarzyszów z propozycją układów, z zapytaniem, na jakich warunkach Narodna Wola zgodziłaby się zawiesić swą działalność. W Paryżu delegat rządowy miał się spotkać z naszymi przedstawieniami. Towarzysze miejscowi chcieli, abym był obecny przy tym spotkaniu
Przed wyjazdem byłem w mieszkaniu Tichonowa i Wiery.
Gdym przyszedł, była ona sama.
W ciągu kilku dni postarzała się i wychudła, jakby zgarbiła się i zmalała. Wydawała mi się chorym, pokrzywdzonym dzieckiem.
Myślałem, że gdyby Ola żyła, nie dopuściłaby nigdy do tego, co się stało.