— Koszmar.
Myszkin stuknął krótko:
— Nic, nic, rozumiem.
Koszmar był czy koszmar trwa?
Myśl nie chce zrozumieć:
Jak to, ja nie wyjdę nigdy stąd? Nigdy stąd już nie wyjdę: tu będę siedział do ostatka dni moich, w tym murowanym, wybielonym grobie. Sam z pamięcią tego, co nie wraca.
Siadam na posłaniu i mówię:
— Widzisz, staruszku mój, że i mnie nie lepiej.
Tobie brzozy szumią nad głową.
Tobie pszczoły nad głową śpiewają. Kołyszą się kłosy złociste o miedzę. O miedzę od tego pola, gdzie ty leżysz, niwy się złocą, wiatr ciepły bieży nad grobem. Ty słyszysz, jak kłosy szeleszczą. Szczebiocą rankiem, o świcie, wieczorem, kiedy rosa opada. Głos każdy życia jest inny. O każdej porze dnia inaczej chyli się źdźbło trawy. Tobie chmury nad głową przechodzą, czujesz słońce i wietrzyk, znój i cień.