Chodzą tam, gdzie palą się miasta.
Chodzą tam, kędy znały miłość.
Pod ścianę ze świata przychodzą.
Przychodzą tutaj i szydzą.
Ja nigdy nie zobaczę pól, nigdy nie usłyszę, jak brzęczy kosa, kiedy ostrzy ją na łące młody siłacz wioskowy, ociera pot z czoła, pochyla się nad dzbanem.
Nie zobaczę, nigdy nie zobaczę.
Nad polami słońce zachodzi.
Owce beczą, wracając z pól.
Dym wznosi się nad chatami.
I śni mi się znowu sen.