— Muszę zabić.

Pamiętam, że nie zdziwiłem się ani na chwilę. Dopiero później refleksja przeraziła się, że coś podobnego wydaje mi się naturalne. Nerwami byłem oswojony ze wszystkim. Sama przez się natura nie obawiała się niczego, nie dziwiła się niczemu.

In hac tumba.

Teraz splątały mi się wszystkie wspomnienia tego okresu i zlały w jedno monotonne pasmo nudy, w którym nie było nadziei, ani nawet uczuć.

W kamiennym grobie męczyli się ludzie. Z góry spoglądała śmierć — i to wszystko.

Śmierć przepływa cicho nad nami.

Płynie cicha bez szmeru jak czas.

Płyną fale, które nas nie widzą. Fale czasu płyną i szydzą. Sama śmierć nie wyzwoli was.

Zostaliśmy już istotnie poza czas wyrzuceni, w jakąś martwą pustkę, gdzie nic się nie dzieje.

Teraz nie mogę znaleźć żadnych słupów granicznych w tym czasie, który przebyłem, i wydaje mi się, że wszystko stało się w jakąś potwornie długą noc zimową, że spałem i budziłem się z koszmaru, znowu zasypiałem i znowu dławiła mnie zmora.