Czułem się, jak człowiek chory nieuleczalnie, męczący się, czekający na śmierć, gdyż niezdolny do życia.

Noc zapadła nad nim, zatkniętym na palu: on krwawymi oczami patrzy w gwiazdy. Teraz wstaje słońce i dziwi się: żyjesz, czerwiu.

Nad spaloną wsią, porąbanymi ciałami przyjaciół, nad pogorzelą708 wszystkiego wznosi się kamienna głowa.

Jest kamienna, bo nie czuje bólu, który szarpie na ćwierci całą istotę zatrutym żądłem; zębatym ostrzem utkwił w samej duszy.

Kamienna głowa patrzy się ciężkimi oczami.

Ciebie kochałem, smukła, ty w wieńcu zbożowym, która leży krwawą raną w piersi. Krew płynie na wieniec złotych kłosów.

Cóżem ci przyrzekł dać?

Szczęście! Szczęście człowieka...

Krwawa głowa podnosi się i mówi:

Dobre było życie.