Jasna moja, umierałaś o innej godzinie.
Nie chcę, nic nie chcę...
Śmierć-szyldwach chodzi po korytarzu, stoi u bram.
Na co czekasz, męczący się trupie?
Nóż się w piersi obraca, obraca. Każda chwila obraca go po trzykroć, patrzy w twarz białymi oczami.
Mam wrażenie, że cały czas byłem obłąkany.
Myśli miałem jasne. Ale to były myśli, z którymi nie można żyć.
Piekącymi oczami patrzyłem w okno, przez które wlewał się zgniły dzień. I myślałem znowu.
Był ranek właśnie, kiedy usłyszałem śpiew:
Przeniosę chętnie śmierci mękę,