— Bądź zdrów, bracie.

Myszkin stukał gorączkowo do ściany:

— Podłość, że się z nas nikt nie odezwał. Pozwoliliśmy, że go tak wywleczono spośród nas. I że on tak przeszedł pomiędzy nami niepożegnany.

Chciałem mówić z nim, co zamierza czynić, ale przerwał mi, chciał, aby go zostawiono z własnymi myślami.

Przeszło parę godzin — doleciał nas stłumiony odgłos salwy: Minakow żyć przestał.

Słońce chodzi gdzieś po dalekim niebie.

Chodzi nad miastami, w których żyją ludzie łudzący się, że posiadają jakieś prawa.

Prawo, sprawiedliwość, rozum, ludzkość — sypią się słowa.

Tu nie mają one żadnej wartości, żadnego obiegu.

Żyć będziecie w swych kamiennych klatkach jak dzikie zwierzęta — wy, coście śmieli wierzyć w słowa, które człowiek wymawia tylko ustami.