Nie czekałem na nic, nie spodziewałem się niczego.

Wieczorem jednego z tych pustych dni powziąłem ostateczny zamiar.

Kiedy spostrzegłem wyjście i przekonałem się, że nie zawiedzie, siadłem i próbowałem myśleć, jak może to uczynić człowiek wolny. Za chwilę wyjdę stąd i szyldwach sprezentuje broń.

Wspomniałem po raz ostatni wszystko bez bólu i bez żalu.

Chciałem znaleźć sam dla siebie jakąś myśl o przyszłości: o tym, co będzie kiedyś — nadaremnie. Serce było zimne — uśmiechało się jeszcze do znanych postaci.

Patrzyłem teraz na nich wszystkich, którzy odeszli, jak jeden z nich.

Pamiętam dobrze, żem myślał o nich wszystkich z jakimś pobłażliwym uczuciem starego, doświadczonego brata.

— Tak to jest, widzicie, tak to jest — mówiłem, tłukąc lampkę z palącą się naftą, tak aby płomień objął siennik.

*

Siedzę teraz pośród drzew, z których rodzą się młode liście. Jestem sam, sam, jak nie byłem nigdy w Szlisselburgu. Kaleka ze zwęgloną duszą, chodzę sam wśród ludzi, którzy dalej są ode mnie niż te drzewa.