377. Wallenrod — tytułowy bohater powieści poetyckiej Adama Mickiewicza Konrad Wallenrod (1823), człowiek, który pozornie służył swoim wrogom, żeby faktycznie im zaszkodzić. [przypis edytorski]
378. raut — wydawane wieczorem przyjęcie bez tańców. [przypis edytorski]
379. bonjour (fr.) — dzień dobry. [przypis edytorski]
380. Dewajtis — pozytywistyczna powieść obyczajowa Marii Rodziewiczówny z 1889 r., zaliczana do najbardziej znanych utworów autorki (tu: jej pseudonim); dworsko-zaściankowa historia rodzinna z XIX-wiecznej Żmudzi, z wplecionym wątkiem romansowym stanowi również opowieść o heroicznym zmaganiem się człowieka z własnym losem, zaś tytułowy Dewajtis to odwieczny dąb, symbol trwałości. [przypis edytorski]
381. rira bien (fr.) — urwana formuła przysłowia: rira bien qui rira le dernier (tj. ten się śmieje, kto się śmieje ostatni). [przypis edytorski]
382. pervers a. perverti (fr.) — zbereźny, zboczony, perwersyjny. [przypis edytorski]
383. perwersja — szokujące, naruszające normy zachowanie. [przypis edytorski]
384. Libicki, Stanisław Emilian Henryk (1856–1933) — od 1897 redaktor warszawskiego „Kuryera Codziennego”; polski działacz narodowy, prezes Towarzystwa Kredytowego w Warszawie, współzałożyciel Towarzystwa Polskiej Macierzy Szkolnej, członek Ligi Narodowej (1905–1908), członek Rady Stanu Królestwa Polskiego w 1918 roku. [przypis edytorski]
385. proces w Pile — toczący się w dniach 15–20 lipca 1904 r. przed sądem karnym w Pile proces o szulerstwo, w którym zarówno strona pozwana, jak i pozywająca oraz świadkowie byli przedstawicielami arystokracji polskiej, z tytułami hrabiowskimi i książęcymi, co dodaje sprawie rysu komicznego. Sprawa była szeroko komentowana w prasie, jednak w konserwatywnych organach w tonie ogólnikowego ubolewania, bez podawania nazwisk i szczegółów. Natomiast krakowski socjalistyczny dziennik „Naprzód” (20 lipca 1904 nr 200, rocznik XIII) w dziale Kronika pod ironicznym nagłówkiem Z życia „urodzonych przewodników narodu” relacjonował m.in.: „W grudniu r[oku] z[eszłego], podczas gry w domu hr. Bolesława Bnińskiego, między bawiącymi się gentlemanami przyszło do awantur. Mianowicie hr. Poniński zarzucił hr. Janowi Bnińskiemu, że pod stołem popełniał manipulacje oszukańcze. Skutkiem tego wyzwał hr[abia] Bniński hr[abiego] Ponińskiego na pojedynek, został jednak później uznanym przez wojskowy sąd »honorowy« za »niezdolnego do zadośćuczynienia«. Wiadomo, że oficerowie (zwłaszcza pruscy) w kwestiach honoru arystokratycznego są bardzo kompetentni. Skargę podał do sądu hr[abia] Maciej Mielżyński, bratanek hr[abiego] Bolesława, który go srodze orżnął. Widzimy, że sprawa nader skomplikowana. Otóż hr. Mielżyński, nie posiadając gotówki, dał miłemu wujaszkowi weksle. Następnie, gdy ich nie chciał wykupić, został pozwany, lecz tu bronił się fałszywością gry. Oskarżeni o szulerkę hrabiowie Bolesław i Jan Biliński oczywiście do winy się nie przyznali. Ale w toku procesu wyszły na jaw ciekawe historie, charakteryzujące sposób życia tzw. »śmietanki«. Przede wszystkim wszyscy ci panowie prawie wyłącznie zajmują się grą w karty, przy czym zachodzą między nimi sceny, których wstydziliby się niemający pretensji do przodownictwa furmani”. Wśród gorszących szczegółów ujawnionych przy okazji procesu wymieniano m.in. treść rzekomo żartobliwego rewersu handlowego wystawionego za pomyślne skojarzenie zyskownego małżeństwa: „Obowiązuję się na wypadek ożenienia się z panną Stern zapłacić hr. Bolesławowi Bnińskiemu 50 000 marek”. Ostatecznie hr. Jan Bniński „za usiłowane oszustwo podczas gry w karty oraz za pojedynek skazany [został] na trzymiesięczną karę więzienia, na grzywnę 3 000 marek i miesiąc twierdzy (za pojedynek)”, jednakże nie trafił do więzienia: „pozostawiony został na wolnej stopie za kaucją 50 000 marek”; hr. Bolesław Bniński został uwolniony od zarzutów. Ze składanych zeznań można było również wywnioskować, że nie dochodzi częściej do tego typu procesów, ponieważ w sferze, której dotyczą, przyjętym sposobem jest wyjechać z kraju gdzieś odpowiednio daleko na kilka lat, aż sprawa przycichnie, zaś nieostrożny Jan Bniński nie skorzystał z tego utartego scenariusza. Oczywiście na takie prewencyjne wojaże ani kaucje odpowiedniej wysokości nie było stać klas niższych, szczególnie ludowych, jednak okazało się, że nie ma tu różnicy obyczajów miedzy klasami społecznymi, a tylko różnice majątkowe. [przypis edytorski]
386. łyk (daw.) — pogard. o mieszczaninie; mieszczuch. [przypis edytorski]