Sprawcą śmierci był Nikt; wprawdzie ojcem nieurodzonego dziecka był nie on, lecz pewien młody i obiecujący artysta, ale ten ostatni stanowczo w niczym nie był winien znowu śmierci, bo trudno przecież wymagać, aby żenił się z dziewczyną, której niski poziom moralny poznał tak dobrze z własnego doświadczenia. Winna więc była ona? Ależ skądże znowu! Przecież to, co się stało, było tak naturalne — oboje byli młodzi, on był taki przystojny, tak pięknie umiał mówić... Więc kto? Oczywiście Nikt. Podstępny, przewrotny, szyderski Nikt. On to jest sprawcą tysięcy dzieciobójstw, on to zapełnia kadry wielkiej armii prostytucji. On — i tylko on — cyniczny, lubieżny Nikt.

I znów ogłaszano nagrody, rozsyłano listy gończe. Bezskutecznie. Nikt ująć się nie dawał i porywał coraz nowe ofiary. Zielonolicy144 strach zazierał145 ludziom w dusze — oto mam majątek, dobre imię, własny szacunek i wtem przyjdzie ten straszny Nikt i wszystko zniknie. Sprawa ta zaczęła zajmować nawet uczonych. Pewien socjolog poświęcił jej całą książkę, którą nazwał: Nikt — system. Według książki wszyscy ludzie byli sami przez się dobrzy i dążyli do powszechnego szczęścia, lecz — oprócz własnych osobistych popędów — każdy z nich miał w duszy coś, co przekraczało jego indywidualność. Był to jak gdyby czułek jakiegoś mięczaka146. Wszystkie takie czułki łączyły się w ciele olbrzymiego głowonoga147, który żył ponad osobnikami i ich kosztem.

Był to właśnie Nikt. Inaczej zaś nazywał się „Organizm społeczny”148. Życie jego wymagało tego, ażeby niektórzy ludzie, dążąc do dobra, tworzyli zło, a pragnąc szczęścia, kuli dla siebie i własnych ukochanych niedolę. Ale pomimo to trzeba, żeby organizm ten żył. Od dawna już wiadomo, że organizmy żyją kosztem komórek, ale te ostatnie pomimo to nie mają prawa buntować się przeciwko swej Całości, gdyż nie zgadzałoby się to z Prawem Natury. Nikt więc jest koniecznością społecznego istnienia i rozwoju. Nie należy się więc na niego oburzać, lecz — przeciwnie — w dziełach jego najjaskrawszych nawet dostrzegać Rozum Powszechny, zwłaszcza o ile dzieła te nas nie dotyczą. Zawsze zaś można urządzić się tak, by w swych zgubnych działaniach Nikt nas omijał — od czego Rozum Indywidualny?

Pan radca Sztajerowski kupił 500 egzemplarzy dzieła uczonego socjologa i rozdawał je swoim podwładnym tudzież149 znajomej młodzieży.

W prasie dzieło wywołało żywą dyskusję. Kankan twierdził, że zawiera ono głębokie prawdy, gdyż powstało pod jego wpływem, za co zresztą wspaniałomyślnie nie rościł do autora żadnej pretensji. „Udziałem i przeznaczeniem bogatszych jest bowiem rozdawać, a ubożuchnych150 — zapożyczać i czerpać”. Przy tej okazji Kankan przytoczył parę wyjątków z Zaratustry o boskiej rozkoszy darzenia151 i zapomniał przytoczyć źródła. Była to oczywiście drobnostka.

Inaczej na pracę socjologa zapatrywał się poeta i metafizyk Alrun152, redaktor i wydawca „Tuberozy”, która nazywała się czasopismem, gdyż wychodziła tylko czasami. Przyznał on, że socjolog ma w wielu punktach poszczególnych słuszność, na ogół jednak dzieło jego przesiąknięte jest pozytywizmem153 i merkantylizmem154, szczególniej zaś dotkliwie odczuć się daje brak mistycznego pogłębienia. „Autor nie umie wydobyć się poza POZORY i nie sięga do tych głębi, gdzie na łonie wszechbytu, w głębokim MILCZENIU (Norwid155), pogrążona spoczywa odwieczna JEDNOŚĆ (Parmenides156)”. W dalszym ciągu wywodził Alrun, że Społeczeństwo jest czymś o wiele mniej znaczącym od osobnika nawet, a sam osobnik jest snem. Społeczeństwo jest więc SNEM SNU („życie jest snem” — Calderóna157), że więc jest dzieciństwem, godnym Augusta Comte’a158 (w języku Alruna nazwisko to jest synonimem Idioty, człowieka upośledzonego pod względem moralnym i umysłowym, nie mówiąc już o mistycznym) sądzić, że społeczeństwo ma w sobie jakąkolwiek rzeczywistość i może służyć dla czegokolwiek za podstawę tłumaczenia. Nikt i zjawiska z nim związane mają istotnie głębsze źródła, lecz szukać ich należy nie w społeczeństwie, lecz w samej metafizycznej istocie bytu. Jest to kara odwiecznej Jedności, dokonywana na samej sobie, za wniesione w MILCZENIE i spokój BYTU rozpojedynczenie159. Kara ta dosięga jednostek, ale ponieważ jednostki są złudzeniem, więc tym bardziej złudzeniem jest to, co je spotyka. Nie należy więc przypisywać takim zjawiskom jak Powódź, Pogorzele160, Nędza, Rozpusta większego znaczenia niż do fatamorgany161. Prawdziwy mędrzec nie powinien do nich przywiązywać żadnej wagi i przechodzić przez życie w wizjonerskim zapatrzeniu w Boską wszechjedność Bytu. Tu powoływał się na dzieła Ernesta Hello162, Edgara Allana Poe163, Ruysbroecka164, świętej Teresy165, Tertuliana166, Orygenesa167, du Prela168, Kanta, Anaksymandra169 i Antoniego Miecznika170. Poglądy swe wyłożył najpierw prozą, potem w kunsztownym sonecie i miał właśnie uczynić z nich osnowę dramatu w stylu hieratycznym171, asyryjsko-babilońskim (z uwzględnieniem najnowszych zdobyczy Maeterlincka172), gdy „Tuberoza” z powodu regularnego niewychodzenia utraciła ostatniego prenumeratora. Alrun zmartwił się tym zrazu173, zaczął badać przyczyny katastrofy i po długim namyśle przekonał się, że winowajcą jest Nikt. Ponieważ zaś uznał przedtem, że Nikt jest kategorią działania Absolutu, zagłębił się w dociekanie. Przypomniał sobie, że w starożytności pewne bóstwa karały śmiercią śmiałków, którzy starali się wniknąć w ich istotę. Powiązawszy to podanie — oczywiście po należytym pogłębieniu go — z własnym wypadkiem, doszedł do przekonania, że przedwczesna i niewytłumaczona (bo cóż tam wychodzenie czy niewychodzenie pisma — złudna mara, sen snu) śmierć „Tuberozy” jest karą za zbyt głębokie wnikanie w tajemnice Absolutu, karą lub raczej wskazówką, że kto przeniknął tak daleko poza świat złudzeń, zerwać z nim powinien wszelkie związki. Utrwaliwszy się w tym przekonaniu, Alrun uczuł dumę Bezwzględności, która samej sobie wystarcza i żadnych objawów nie potrzebuje. W życiu jego zaczął się okres, oznaczony przez późniejszego biografa, Kusmana, nazwą Fazy integralnego ziszczenia Absolutu.

A tymczasem w tym złudzeniu złudzeń — społeczeństwie — Nikt szalał w najlepsze. Fenomen174: Szczęście zamieniał się na fenomen: Krwawa niedola, a pogrążeni w empiryzmie175 ludzie przywiązywali do tego uwagę, czasami nawet znaczną, cierpieli, szaleli z rozpaczy, szukali środków zaradczych. Szaleństwo rodziło szał.

Pewien starzec, należący do jednej z najlepszych rodzin, którego uwagę Nikt i jego działanie pochłonęły całkowicie, przypłacił to życiem. Pewnego poranka znaleziono go martwego z przestrzeloną skronią. Na biurku zostawił list następującej treści: „Odbieram sobie życie. Zrozumiałem, że Nikt jest we mnie i że tylko we własnym wnętrzu mogę go doścignąć i zwalczyć. Na to jestem za stary. Ohyda zbrodni jego, na którem przyzwalał176, ciąży na mnie zbyt silnie. Umieram”. List miał postscriptum177: „Przypuszczam, że Nikt gości i w innych ludziach! Pozostawiam więc jego rysopis”. Ten ostatni pisany jest pismem magicznym, które miało się uwidocznić wtedy tylko, gdy ktoś w samotności wygłosi nad nim pewne zaklęcie. Znajomi nieboszczyka zaczęli robić próby i ze zdumieniem każdy wyczytywał w dokumencie jak najdokładniej skreślony rysopis własny. Szaleństwo chwytało się tych, którzy doświadczeniu temu się poddali, a dokument ciągnął ku sobie sugestią grozy i tajemnicy coraz liczniejsze tłumy. Kraj ogarnął szał, znany w psychiatrii pod mianem Prawości i Szczerości wobec samego siebie lub Doskonalenia wewnętrznego. Pod jego wpływem wzmiankowany powyżej socjolog zaczął utrzymywać, że potworny głowonóg, o którym mówił, zmienia kształt i staje się Istotą Nieznaną, lecz niewysłowienie piękną. Była to może jednak tylko wizja szaleńca, toteż Kankan wyśmiał ją w „Katarynce” z właściwą sobie wytwornością i smakiem.

On jeden tylko ze wszystkich, którzy czytali testament, pozostawiony przez nieboszczyka, wyszedł z pokoju z miną Prażmowskiego178 w roli bardzo arystokratycznego księcia i obwieścił, że wyczytał najwyraźniej rysopis Arystobuba, z którym w tym czasie prowadził polemikę.

Z życia i myśli Joachima Weltschmerza