Pan Alojzy zaś uśmiechnął się smutnie:

— On jest niedostatecznie uduchowiony. — On, twój syn — ostrzegam cię, Eulalciu. To się zemści — zapewniam cię... My przede wszystkim potrzebujemy uduchowienia. Jak Grecy w starożytnym Rzymie — dodawał i nieznacznie usiłował spoważnieć, niby posąg ducha wśród przypadków materii.

Uduchowienia pan Alojzy miał niezmiernie wiele. Jedyną realizacją, na jaką go było stać, a raczej — jakiej jeszcze potrzebował, była migrena.

— Pan Alojzy ma dziś migrenę — mówiono szeptem, oglądając się przy tym ostrożnie. Mówić o migrenie pana Alojzego uchodziło za rzecz niebezpieczną. Ludzi mówiących o niej i mających dokładne i niezbyt spóźnione informacje nazywano sympatykami. Znaczyło to, że oni sympatyzują i że z nimi trzeba sympatyzować. Te rozszerzające się kręgi sympatii stanowiły to, co nazywano ogólnie „działaniem”.

Migreny pana Alojzego miały podwójne źródło. Niekiedy przyczyny ich były żywiołowe. Niebo chmurzyło się i padał grad lub śnieg. Pan Alojzy miał migrenę. W innych wypadkach migrena była pośrednio przynajmniej umotywowana przez własne środowisko. Co do tego punktu zachodziły jednak dość ciekawe wątpliwości. Ten drugi gatunek migreny pana Alojzego związany był z małym uduchowieniem pewnych warstw, że tak powiem, żywiołów. Nie poprzestając na proteście duchowym, żywioły go usiłowały realizować zewnętrznie. Pan Alojzy wtedy miał niezmiennie migrenę! W jednych wypadkach szeptał: „przedwcześnie! przedwcześnie!” i miał migrenę żałobnie bolejącą! Wtedy małe uduchowienie żywiołów występowało tu w roli jednej z przyczyn sprawczych jego cierpienia i trzeba było podziwiać słodycz pana Alojzego, z jaką żywiołowi ich brutalną niecierpliwość wybaczał. Niekiedy jednak stosunek zdawał się odwracać. Pan Alojzy nabierał takiej wiary w moc swojej migreny, że przypisywał jej zdolność nawet nieuduchowionej materializacji. Wtedy miał migrenę triumfującą, a sympatycy chodzili z podkręconymi do góry wąsami.

Niezależny od migreny był protest duchowy. Protest duchowy tylko dwóch rodzajów: bierny i czynny. Bierny nie objawia się niczym i istnieje, że tak powiem, metafizycznie. Czynny objawia się par excellence365 powstrzymaniem od czynu. Na przykład pan Alojzy przez tydzień nie chodził do teatru. Na siódmy dzień brał nowy cylinder, wychodził na ulicę i spotkawszy rewirowego, patrzył nań366 dumnie. Rewirowy udawał, że nic nie spostrzega, wewnętrznie jednak truchlał. Pan Alojzy wracał do domu i oczekiwał, ponieważ zaś wszystko się zdarza, niekiedy doczekiwał się.

Sprawa stawała się poważna. Pani Eufemia przywdziewała krepę367.

Pewnego roku z hukiem lodu niespodziewanie ruszyła Wisła.

Pan Alojzy uczuł potrzebę zajęcia wobec tego faktu stanowiska.

Chodziło tylko o rzecz drobną: