I to jest jedyny może konkretny wynik procesu w Pile. Pan Podfilipski i pan Weyssenhoff to Jean qui pleure et Jean qui rit437. „Zwei Seelen wohnen in meiner Brust438” — mógłby powiedzieć pan Weyssenhoff. Dzieła moje są historią walki, nieustannego antagonizmu pomiędzy Podfilipskim a Rodziewiczówną. Konflikt nie najciekawszy. W każdym razie legenda o Weyssenhoffie-satyryku została unicestwiona. Co powiedziano by, gdyby w lat parę po wydrukowaniu Havelaara439 Multatuli440, proszony o wypowiedzenie się w sprawie nowych jakichś nadużyć jawajskich, wdałby się w wykład co do form, w jakich obdzieranie Jawajczyków odbywać się powinno, aby być przyzwoitym.
Manifest pana Weyssenhoffa mutatis mutandis441 takie miał właściwie znaczenie.
Pan Weyssenhoff negujący, pan Weyssenhoff urękawiczniony społecznik — wszystko to są złudzenia, których uratować się nie da.
Pozostaje pan Weyssenhoff — pisarz co do talentu i rozległości widnokręgów duchowych zajmujący miejsce pośrednie pomiędzy panem Konarem442 a panią Esteją443. Pomimo to w danym momencie przynajmniej jego przyszłość pisarska jest najzupełniej zabezpieczona. Temu pseudospołeczeństwu, do którego pan Weyssenhoff należy i dla którego pisze, nic nie jest tak potrzebne, jak pseudosatyra. Jest to jeden z najciekawszych wytworów „żartobliwej ideologii”, daje złudzenie samokrytyki, a więc przekonanie, że się jest jeszcze czymś żywym i zdolnym do sprawiania nad samym sobą sądu, a jednocześnie jest całkiem nieszkodliwy.
Czasami zaś osiągnięty zostaje jeszcze rezultat nieprzewidziany i ludzie stojący na zewnątrz biorą ją za satyrę rzeczywistą i na niej formują swój niezależny krytyczny punkt widzenia.
Wynik niezmiernie pożądany, gdyż taki żartobliwy ideolog wie zawsze dobrze, z czego żartować można, a czego poruszać nie należy. Wie dobrze, gdyż każde zboczenie w niebezpiecznym kierunku byłoby samounicestwieniem. I on podlega prawu ogólnemu, które nie pozwala zbyt daleko zazierać444 w przyszłość, zbyt głęboko sięgać w teraźniejszość. Bezwiedna chytrość klasowego rozumu (Hinterlist der Vernunft445) na tym polega, by narzucić to swoje, przystosowane do wymagań własnego bytu pseudoostrowidztwo tym, co mogliby zajrzeć i dalej, i głębiej.
Niestety (czy też na szczęście), pomyłki takie trwają zawsze krótko, zbyt krótko dla zainteresowanych nawet wtedy, gdy ciągną się dłużej niż kilkuletnie nieporozumienie polskich postępowców co do pseudosatyryka polskiej arystokracji pana Weyssenhoffa. Co może być przedmiotem satyry, to jeszcze żyje. Pan Weyssenhoff zdołał wmówić w arystokrację, że jest jeszcze „satirenwürdig446”. Dlatego też satyra jego była w gruncie rzeczy apologią447.
Scherz, Ironie und tiefere Bedeutung448
Psujmy zabawę plotkarzom!
Raz jestem i ja tego samego zdania, co i „Kurier Warszawski”449, co więcej — mogę wprowadzić w czyn program przez to pismo wygłoszony. Przyjemności ceni się tym wyżej, im są rzadsze. Toteż wdzięczność dla pana Rittnera, mimowolnego sprawcy niespodziewanej koincydencji450, nakazuje mi zacząć od niego.