W „Kurierze Warszawskim” pan Rittner zawitał wkrótce po Incognitusie.
— Jestem dyletantem451 — mówił Incognitus — arystokratą nerwów, hodowcą odcieni, kolekcjonerem stylów.
— Un amateur d’âmes452 — podpowiedział pan Rittner.
— Otóż to. Voilà le mot453. Zdaje mi się, że się porozumiemy. Otóż... uważa pan, potrzebuję Ariela454. Vous savez Ariela455...
— Och, tak.
— Widzi pan... Falstaffa456 już mam... Katoblepasa457 — też... Kaliban458, nic a będzie. Trzeba contrebalancer459... Otóż Ariel...
— Ale co to jest właściwie Ariel? — zapytał Koskowski460.
— Pewien gatunek szczygła!
— Albo gołąbka! — dorzucił skromnie Rittner. — Ja, panie redaktorze, chętnie... Aigle, vautour ou colombe461... To z Victora Hugo462. Orzeł, sęp albo gołąbka. Sęp już jest. Orzeł? Próbowałem orła. Ça ne va pas463 orzeł! A więc gołąbek!
— Doskonale... A zatem Ariel. Rzecz skończona... N’appuyez pas464. Glissez465... Muskać. Muskać!