— Och, mniejsza o to. Vois-tu526. Ja czasem jestem motłoch, czasem — rynsztok527, ulica, ale zawsze życie, słońce, miłość, namiętność, taniec, a to wszystko.
Nagle stało się coś strasznego. Parę biustów528 zachwiało się i spadło, kilkanaście książek runęło, drzwi wyleciały z zawiasów.
— Dame, Dame, Dame, Dame!529
— Kto tam!
— Hej! hop! Z drogi. Życie idzie. Jego Słoneczność Życie! Pijany statek! Rimbaud530!
— Hm... hm... Ja już wolę w książce. Mam doskonałe wydanie... To nie ocean.
— He, he... Miriam. Tu es nègre. Décidément nègre531...
— Bardzo proszę... bez tej poufałości. Ostatecznie. Remy de Gourmont532 miał słuszność. Insupportable voyou533...
— Remy de Gourmont, encore un chapon534!
— I zastrzegam sobie, że okna... To jest właściciel, propriétaire535!